w

Świruje czy może jednak jestem złą kobietą?

Anonimowe wyznanie

Nie wiem od czego zacząć. Z moim nie mężem znamy z jakieś 16 lat. Razem jesteśmy 7 i mamy cudowna córeczkę. Kocham ich nad życie ale nie znosze jego rodziny. Nie miał w życiu łatwo, ojciec go nie chciał i kazał usunąć matce ciążę, na szczęście nie usunęła i rozstała się z nim. Wychowała go sama, Chic aż chce ezko tu mówić o wychowaniu.

Główną rolę w jego życiu odegrała babka, zawsze mówił że była dla niego jak mama i tata w jednym, ona go karciła, pokazywała co dobre a co złe, robiła jeść, zabierała do kościoła, nauczyła szacunku do wszystkiego i wszystkich.Matka była bo była. Ma tam jakieś fajne wspomnienia z dzieciństwa jednak babcia była numerem jeden.

Gdy wyprowadzili się do miasta a babcia została na wsi, miał strasznego doła, jeździł w każdy weekend do babci mimo że był małym chłopcem. Zawsze ciągnęło go do babci. Mama znalazła sobie faceta, psychika, urodziła drugiego syna. Mąż ja bił i wyzywał, w końcu tak ja pobił że jest częściowo niepelnosprawana. Zostawiła mojego Pawła na zdemolowanym mieszkaniu (nie miała na remont i żyli w tragicznych warunkach)gdy ten miał 18 lat a z młodszym synem zamieszkała na drugim końcu miasta. Miał być samodzielny itd. był. Znalazł pracę itd. Jakoś się rozkręcił.

Kontakt z matką i bratem prawie zerowy. Dalej jeździł do babci, opiekował się nią, pomagał w utrzymaniu domu i dosyć sporego kawałka ziemi. Mijały lata. Babcia zmarła a ziemia była zapisana mamie Pawła. Nie chcieli jej sprzedać. Paweł opłacał wszystko co było związane z ziemią, jeździł, doglądał, marzył że kiedyś tam znowu zamieszka. Dom był w opłakanym stanie i nie było warunków.

Zaczęliśmy się spotykać. Po kilku latach dołączyła do nas córeczka. Dopiero wtedy poznałam jego mamę. Nie e zrobiła na mnie dobrego wrażenia, nigdy jej nie polubie. O bracie nie mówił wcale. Nie kochał go. Ja nalegałam na spotkanie z nimi, czego bardzo żałuję. Przez te 7 lat widziałam ich 3razy!!!!!

Postanowiliśmy wybudować dom na działce po babci. Piękna okolica, idealne miejsce do życia. Zaczęły się formalności, kredyt. Matka przepisała na Pawła ziemię ALE w banku pani zasugerowała żeby u notariusza spisać zrzeczenie się przez brata jakichkolwiek praw do ziemi. Mówiłam, prosiłam. Miał to zrobić ale wpadł na pomysł że zostawi bratu te mieszkanie które wynajmujemy(jest taka opcja). Brat niby się ucieszył jednak mi nie daje to spokoju. Dom już stoi. Meble i sprzęt kosztują, kredyt się nie rozciąga a kurczy. Paweł chce zostawić całe wyposażenie bratu, włożył w mieszkanie kupę kasy, sprzęty są w świetnym stanie, moglibyśmy je wziąć do nowego domu a on chce mu wszystko zostawić.

Mógł iść do notariusza zapłacić za jeden papierek i mieć w dupie brata którego i tak nie kocha i praktycznie nie utrzymuje z nim kontaktu. Szlag mnie trafia jak sobie pomyślę że jego brat wpadnie na pomysł że ma prawa do ziemi i będziemy toczyć batalię w sądzie o nasz dom. Co będzie z nami, gdzie pójdziemy. Nie wiem czy taka walka jest do wygrania?

Paweł ma wszystkie rachunki na swoje imię i nazwisko. Wszystkie opłaty za ziemię i stary dom są na niego, on płacił. Nikt się tym nie interesował. Boje się o naszą przyszłość. Jeszcze tam nie mieszkamy a ja mam wrażenie że zaraz stamtąd nas wyrzuci ten brat albo co gorsza wprowadzi się do nas albo wybuduje dom obok. Musiałam się wygadać bo mam w głowie same czarne myśli. Przesadzam? Jest sens iść teraz do notariusz i spisać taki papierek? Boje się że będzie chciał ten brat jakaś kasę, jakieś zadośćuczynienia czy połowę wartości. Mimo że zostawiamy mu te mieszkanie z całym wyposażeniem.Nie wiem. Paweł nie chce o tym słyszeć. Ciągle się o to kłócimy. Jak żyć?

Podobał ci się tekst?

2 liczba punktów
Łapka w górę Łapka w dół

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.