w

Próba samobójcza siostry, siostrzeniec z autyzmem i ja gdzieś pośrodku

Anonimowe wyznanie

Mam problemy, żeby pogodzić zobowiązania w stosunku do rodziców a mojej nowej rodziny. Jestem mamą dwulatki, mieszkam z narzeczonym. Byłam tylko na urlopie macierzyńskim, inaczej zostałabym „zdegradowana w pracy” lub zmieniona, co oznaczałoby znacznie gorsze zarobki lub ich brak.

Facet wziął ojcowski, obecnie córeczka jest w żłobku, ale to tato pracuje w domu i głównie zajmuje się dzieckiem. Ja często jestem za granicą, na tydzień, dwa w miesiącu, potem dwa tyg wolnego, z dzieckiem i tak w kółko. Pomimo iż moja praca wymaga wyrzeczeń, powodzi nam się całkiem dobrze, a odkąd zaczęłam dobrze zarabiać pomagam rodzinie. Głównie finansowo, bo dzieli nas około 400km.

Moi rodzice mieli mnie względnie późno. Mam starszą o 10 lat siostrę i o 15 brata.

Rodzice mają swoje lata, marne emerytury i oboje chorują. Opłacam im lekarstwa, lekarzy, badania, zapłaciłam za protezę dla taty – takie cięższe wydatki. Mój brat budowlaniec średnio razi sobie w życiu, nadużywa alkoholu, nie można na nim polegać, okradł mnie i rodziców i od tamtej pory się unikamy.

Z siostrą miałam niezły kontakt gdy mieszkałam w rodzinnych stronach. Niestety jej długo wyczekiwany syn ma autyzm, mąż pojechał do Anglii aby zarobić na terapię dla syna, ale finalnie został tam, żyje na kocią łapę z jakąś kobietą i odciął się od tego wszystkiego. Ona została sama.

Odkąd nie ma wsparcia finansowego, zaczęłam opłacać terapię siostrzeńca i co nieco jej pomagać, gdyż cały czas musi poświęcić dziecku. Myślałam, że daje sobie radę. Odkąd mam dziecko ciężko mi tam jeździć. Niestety u siostry zdiagnozowano ciężką depresję po tym jak w styczniu miała dwie próby samobójcze. Drugą w szpitalu zaraz po tym jak ją odratowali, i w sumie żeby jakoś zatuszować sprawę siostra szybko trafiła do szpitala psychiatrycznego. Nie ma poprawy. Byłam u niej kilka razy od tego czasu, ale jakbym oglądała wrak człowieka. Zero kontaktu. Koszmar. Lekarze bardzo się starają, ale to nic nie daje…

Rodzice są załamani, mają straszne problemy z moim siostrzeńcem, którego od roku mają u siebie. Nie są sprawni fizycznie a opieka nad ich wnukiem po prostu ich przerasta. Jest on agresywny i ma zachowania samo destrukcyjne (walenie głową w ścianę, bicie innych, drapanie się do krwi). Mój brat próbował pomóc, ale przemocą reagował na przemoc i skutki były tragiczne. Rodzice musieli kilka razy dzwonić na pogotowie, aby podali wnukowi coś na uspokojenie. Jest więcej tych złych momentów niż dobrych….

Rodzice prosili, żebym wróciła do domu, siostrzeniec jeszcze jakoś mnie słucha, ja jakoś to ogarniam. Ale postawiłam sprawę jasno – ja nie pracuję, nie pomagam im finansowo. Byłoby to dla nich bardzo trudne… Próbowałam wynająć opiekunki, które by im pomagały, ale w miejscu gdzie mieszkają, ciężko o taką pomoc… Dwie kobiety zrezygnowały po kilku dniach…Zatrudniłam nawet panią z Ukrainy, która u nich mieszkała, ale również wytrzymała tylko dwa tygodnie.

Ostatnio rodzice poprosili, abym to ja zajęła się siostrzeńcem, wzięła go do siebie. Mój przyszły mąż kategorycznie odmówił, bo w sumie te obowiązki w dużej mierze spadłyby na niego… Boję się też o moją córeczkę, niestety chłopak jest nieobliczalny. poradzę sobie z tym, ze uderzy mnie, ale nie z tym, ze moje dziecko.

Rodzice są w trakcie ustanawiania ich prawnymi opiekunki na czas pobytu siostry w szpitalu, jeszcze nie wiemy co i jak. Możliwe też, ze siostra będzie ubezwłasnowolniona. Niestety nie ogarniam tych procedur prawnych, ale bądź co bądź myślimy o jakiejś szkole z interantem, ośrodku dla takich dzieci. Dopiero drażę temat, rozumiem, że jest to niezbędne, ale i tak mam jakiegoś kaca moralnego. Robię wszystko za plecami siostry, ale nie ma nawet jak spytać ją, co o tym sądzi. Mam nadzieję, że gdy ściągniemy z niej ciężar opieki nad synem, jakoś sobie poradzi.

Z drugiej strony jest mój narzeczony i córka, którą zaniedbałam przez ten ostatni miesiąc (musiałam być u rodziców). Tęsknię za nią jak szalona. Teraz czekam na lotnisku i pomimo iż rozmawiamy przez wideokonferencje, to wiem, ze przytulę ją dopiero za dwa tygodnie. Wkurza mnie to, ale jestem gdzieś pomiędzy tym wszystkim…

Musze pomóc rodzicom, siostrze, ale strasznie żałuję, że nie mogę być tam, gdzie chcę być. Zbyt wiele osób jest ode mnie zależnych finansowo, żebym mogła zmienić prace. Mój narzeczony ma dobrze sytuowaną rodzinę i nie musi im pomagać. Niby mnie wspiera, ale czasami i jego ta sytuacja przerasta. Zaczęliśmy się często kłócić, o pieniądze, czas, wypomina mi, ze zaniedbuje jego i córeczkę. I to własnie czuję. Wstyd, żal i poczucie niesprawiedliwości. Chciałabym być silna, wspaniała, idealna, ale tak nie jest. jestem teraz gdzieś pomiędzy dwoma rodzinami.

Podobał ci się tekst?

14 liczba punktów
Łapka w górę Łapka w dół

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.